Zmiany na Facebooku, czyli kolejny ból głowy.

Z Facebooka w Polsce korzysta już ponad 11 mln. użytkowników (na całym świecie jest ich już ponad miliard). To niewątpliwie ewenement nie tylko internetowy ale i społeczny. Nie dziwi więc fakt, że coraz więcej firm próbuje właśnie tym kanałem dotrzeć do swoich potencjalnych klientów. Masowo powstające firmowe fanpejdże zalewają nasze ściany potokiem informacji. Niektóre są ciekawe, inne mniej a innych np. w ogóle nie widać (o tym dlaczego tak jest będzie trochę później). Kwestią czasu było tylko kiedy to władze Facebooka będą chciały zacząć zarabiać na tym. I nie ma co tu ukrywać, jeszcze jakiś czas temu, dla każdego przedsiębiorcy była to właściwie bezpłatna forma promocji. No właśnie – była.

Z racji wykonywanej pracy, na Facebooku siedzę dość często. Staram się przy okazji śledzić wszelkie zmiany które na nim zachodzą. I muszę przyznać, że kierunek w którym to wszystko zmierza (tak jeśli chodzi o administrację jak i o zwykłe użytkowanie) zaczyna mnie trochę drażnić. Zresztą jak się okazuje nie tylko mnie.

W jakim kierunku to wszystko idzie?

Nie chcę tu teraz pisać o wszystkich zmianach które Facebook wprowadził od początku swojego istnienia. Nie o to tu chodzi. Wszystko było robione oczywiście z myślą o użytkowniku nie ulega jednak wątpliwości, że Zuckeberg i spółka nastawiają się coraz bardziej na zysk i to właśnie w tym kierunku idą kolejne zmiany. I nic w tym dziwnego. Zastanawia jednak fakt iż niektórymi działaniami utrudniają prace tym, na których chcieli zarabiać. Pierwszym takim poważniejszym sygnałem była chyba spora zmiana pod koniec zeszłego roku w algorytmie odpowiadającym za wyświetlanie wpisów publikowanych przez firmowe strony w na ścianie użytkowników. W teorii chodziło o uporządkowanie bałaganu jaki zaczął się tworzyć na strumieniu aktualności po wielkim boomie na powstawanie firmowych fanpejdży. W pewnym momencie, jeśli lubiło się kilkadziesiąt takich stron to rzeczywiście ciężko było się odnaleźć na wall’u. Algorytm zmieniono i posty z firmowych profili uzyskały mniejszą widzialność nawet o 40%. Trzeba było bardziej się postarać o interakcję z fanami aby uzyskać większy zasięg. W efekcie zalała nas fala tzw. „żebrolajków”, które prosiły o wykonanie jakiejkolwiek akcji w danych postach. Bo im więcej osób lubiło i udostępniało je tym większą szansę miały kolejne posty od danych profili na pokazanie się na ścianie swojego fana. To jak wspominałem teoria. W praktyce chodziło o to, żeby przekonać firmy do zakupu płatnych powierzchni reklamowych 🙂 Chcesz aby Twój post był zawsze widoczny u Twojego fana? Wykup go 🙂

Facebook zdecyduje co nam się podoba

Social media huczą teraz o kolejnych zmianach które dotknęły strumień aktualności. Okazuje się, że to Facebook nam teraz powie co nas interesuje a co nie:) Nie, to nie żart. Wg przeprowadzonych badań i analiz portalu, przeciętny użytkownik może zobaczyć przy każdej swojej wizycie coś ok. 1500 nowych postów. Jako, że nie będzie on w stanie tego przejrzeć, Facebook sam wybierze ok 300 postów i je nam wyświetli. Jak będzie je wybierał? A no na podstawie interakcji z danym znajomym lub stroną oraz liczbą polubień, komentarzy i udostępnień danego posta. W praktyce oznacza to, że jeśli Twoje wpisy na Twoim fanpejdżu nie są popularne, nikt ich nie lubi czy nie komentuje Twój zasięg zmniejszy się jeszcze bardziej i właściwie tylko kilka % Twoich fanów w ogóle zobaczy posty które wrzucasz. Nie jest tajemnicą, że posty zawierające zdjęcia, filmy czy inne zabawne treści mają najczęściej największy odzew. Wrzuć Panią z gołą pupą, zdjęcie kota czy śmieszny filmik zaraz posypią się lajki i komentarze. To stwierdzony fakt. Opisana powyżej zmiana sprawi, że chronologiczność na naszych ścianach zostanie przerwana i na górze pokażą się nam właśnie posty najpopularniejsze. I o tyle o ile dla użytkownika, który z FB korzysta sporadycznie to właściwie niewielka różnica to dla właścicieli fanpejdży to nie lada problem. Zgodnie z tym co nam zaserwowano, mało popularne wpisy spadną gdzieś na dół newsfeeda (czyli ściany) i teoretycznie w ogóle mogą zostać przeoczone. I tu ponownie kłaniają się posty sponsorowane 🙂 Czyli zapłać i bądź widoczny.

Co pozostaje zrobić? Tak na prawdę niewiele. Musisz po prostu starać się aby to co wrzucasz było na tyle interesujące by fani klikali w to, lubili, komentowali i udostępniali. Wtedy możesz być spokojny, że post będzie mia duży zasięg. To jaka to będzie treść, zależy już od Ciebie. Ciężko jednak nie oprzeć się wrażeniu, ze lada chwila zaleją nas demoty, śmieszne kartki i zdjęcia półnagich Pań. Treść która może być interesująca dla danego fana zginie tym samym gdzieś w otchłani strumienia aktualności.

O ile powyższe posunięcia są z powodów finansowych zrozumiałe to już zupełnie nie rozumiem dlaczego usunięto np. możliwość dania ankiety dla swoich fanów. Niedawno próbowałem takową przeprowadzić i muszę przyznać że mocno się zdziwiłem gdy nie mogłem znaleźć tej opcji.

Nie wszystko takie złe

Jakby na otarcie łez wprowadzono zaawansowane statystyki dla administratorów. Analizowanie zaangażowania fanów, śledzenie ich aktywności czy sprawdzenie kiedy są najczęściej online. To na pewno spore ułatwienie dla prowadzących fanpejdże. Szkoda tylko, że jednoczesne zmiany algorytmu sprawiają, że nie bardzo mamy co analizować tym narzędziem 🙂

Kolejną, przynajmniej z założenia przydatną kwestią jest wprowadzenie tzw. hashtagów (#). Funkcja taka z powodzeniem już od dłuższego czasu działa choćby na Twitterze. Wstawiając znaczek # przed wg nas, istotną czy ciekawą frazą nadajemy jej taki jakby priorytet. Podlinkowane automatycznie wyrażenie po kliknięciu przeniesie nas na podstronę gdzie pokażą się wszystkie posty w których dokładnie ten hashtag był użyty. Administratorom stron pozwoli to na lepsze dotarcie z treścią do fanów zainteresowanym konkretnym zagadnieniem. Problem jednak w tym, ze zdecydowana większość zwykłych użytkowników nie ma pojęcia że takie coś w ogóle istnieje a tym samym jak do tego trafić. W mojej opinii trochę jeszcze potrwa zanim rzeczywiście funkcja hashtagów będzie przydatna. Póki co idea podłapana od Twittera czy G+ jeszcze raczkuje na Facebooku

Co dalej?

Graph SearchKolejne zmiany. Póki co z perspektywy fana, a nie administratora fanpejdża. Choć i tu wszystko jest możliwe. I tak, już wkrótce kompletnie zmieni się wygląd strony newsfeeda czy ściany i dojdzie przy okazji, ostatnia z tych największych usługa – Graph Search (w Polsce mówi się na to Socjogram). Jeśli chodzi o wygląd FB to już anglojęzyczni użytkownicy widzą zupełnie odmieniony strumień aktualności (zdjęcie obok). Jak widać na główny plan wyszły treści graficzne. Oprócz tego pojawi się kilka strumieni wiadomości.

Niewątpliwą rewolucją będzie również wprowadzenie Socjogramu, czyli inteligentnej wyszukiwarki społecznościowej. Koncepcja Graph Search ma opierać się o wyszukiwanie odpowiedzi na konkretne pytania, nawet wieloczłonowe, w oparciu nasze profile i powiązania. Facebook to tak naprawdę niewyobrażalna kopalnia wiedzy o jego użytkownikach. Umieszczamy tam zdjęcia, miejsca w których byliśmy, książki które lubimy czy muzykę której słuchamy. Na podstawieGraph Search większości profili możemy powiedzieć całkiem sporo o danej osobie. I właśnie na tym bazował będzie Socjogram. Dzięki tej wyszukiwarce będziemy mogli otrzymać odpowiedzi na takie pytania jak – „Kto z moich znajomych był na Majorce”, „Kto z moich znajomych lubi książki Kinga” czy „Kto z moich znajomych studiował na danej uczelni”. Tak naprawdę wszystkie te informacje tam są. Nie było po prostu do tej pory prostego narzędzia aby je odnaleźć. I to ma się zmienić.

Facebook tak jak i Google ma również podczas wpisywania danego pytania podawać nam sugestie. Czyli jak ktoś zacznie pisać „Kto z moich znajomych…” będą ukazywały się propozycje. Tylko czekać aż zaczną tam się nagle pokazywać marki firm które za to zapłacą 🙂 W sugestiach nagle pojawią się dopełnienia pytania w stylu „…lubi McDonald’s” czy „… był w klubie xxx” 🙂

Gdzie to wszystko zmierza?

Oczywiście do tego aby Facebook zaczął porządnie zarabiać. I póki nie planuje tego robić na zwykłym użytkowniku to musi to robić na tym biznesowym. W tym akurat nic złego nie widzę. Szkoda tylko, że robi to w taki sposób że właściwie wykańcza małe fanpejdże, które ze swoją czasem naprawdę wartościową treścią mają coraz mniejsze szanse dotrzeć do swoich fanów. Zostaną skutecznie zepchnięte przez posta ze zdjęciem szczeniaka czy zgrabnego tyłka z kilkoma tysiącami lajków i setkom komentarzy. Wszystko to dzięki temu, że ktoś ma już dużo więcej fanów niż my. Oczywiście zostają płatne reklamy. Tylko, że w tym momencie to te biedniejsze i skromniejsze fanpejdże będą musiały z nich skorzystać. Bogatsze (w budżet i fanów) wypromuje nowy algorytm. I bynajmniej nie chcę deprecjonować wartości tych stron. Zdaję sobie sprawę że one również wykonały sporą pracę aby osiągnąć dzisiejszą pozycję. Nie zmienia to jednak faktu, że Ci którzy dopiero zaczynają będą mieli naprawdę ciężko aby się przebić.

A na koniec mała podpowiedź w temacie jak naprawdę można zacząć zarabiać na Facebooku 🙂

A co Wy o tym sądzicie?


Mariusz Korzeniecki

O Autorze

5 odpowiedzi do “Zmiany na Facebooku, czyli kolejny ból głowy.”

  1. świetne ! Kawał dobrego i przydatnego tekstu Zgadzam się całkowicie. Dzięki za przybliżenie zmian jakie nas czekają. Jak widać zyskuje się na poczatku. Kiedy coś startuje wtedy należy zaczynać. Dziś trzeb poszukać dodatkowych sposobów i innych mediów. Mam nadzieję, że nie zakopią Cię z tym tekstem na wykopie. Ja wykopuję i polecam to innym. Pozdrawiam, Edi fan zwariowanych gadżetów 🙂

    1. Fanpage to oczywiście bardzo przydatne narzędzie dla firm, ale tak jak piszesz inne sposoby i drogi są jak najbardziej zalecane.

      Smutne jest też to, że niektórzy przedsiębiorcy często po prostu rzucają hasło, że muszą być na Facebooku a potem kompletnie olewają temat myśląc, że przecież wystarczy tylko tam „być” 🙂

  2. Witaj Mariuszu,

     

    Gratuluję świetnego pióra :). Z taką lekkością przeczytałem ten tekst, że nie spostrzegłem się gdy dobiłem do końca.

    Wiele trafnych uwag. Mnie nasuwa się jedna refleksja. Pierwszy zawsze ma prościej, ale czy na pewno? Kiedy pierwszy próbuje nikt go nie akceptuje, dopiero z perspektywy czasu okazuje się, że kiedy już MA, to większosć uznaje, że miał szczęście, że się udało…

    Facebook to z pewnością "maszyna", która zrewolucjonizowała nie tylko sposób komunikacji prywatnej ale i biznesowej. W chwili obecnej jesteśmy w fazie "wzrostu" ciągle to nowych stron, które sie pojawiają.

    I jak wszędzie, brak dobrej edukacji w tym zakresie. Także Mariuszu nisza przed Tobą stoi otworem.

    Prawda jest taka, że "przeciętny"użytwkonik FB, nie zdaje sobie sprawy, iż akceptując regulamin, wyraził zgodę i zrzeka się wszelkich zysków za wykorzystanie jego wizerunku, że FB ma prawo wykorzystać nas np. w dowolnej reklami, zresztą czyni to pokazując co kto lubi.

    Niemniej jednak jest dowodem dynamicznej zmiany, która zachodzi w dzisiejszym świecie. I tak jak to w historii bywało, na rewolucjach jedni zyskiwali, a inni stawali się jej ofiarami.

    Życzę wszystkim, przede wszystkim autorowi, abyśmy dołączyli do grona tych pierwszych:) i nie zatracili zdrowego rozsądku.

    Z wyrazmi uznania

    Jan Paweł Tomaszewski

    autor bloga NieustannyRozwójOsobisty

    1. Dzięki za miłe słowa 🙂

      Osobiście jestem zdania, że do szkół (już na poziomie gimnazjalnym) powinien wejść przedmiot „Wychowanie w sieci” 🙂 Bez takiej edukacji młody człowiek który w sieci spędza naprawdę większość swojego czasu może narobić szkody tak sobie jak i innym. Zupełny brak świadomości o bezpieczeństwie w Internecie już teraz miewa fatalne skutki. Niby myślenie nie boli, ale nadal unikamy używania głowy w sieci z niezrozumiałych powodów:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *