Wygraj iPhona i zostań owcą.

Na ludzkiej głupocie i niewiedzy zarabiało się od zawsze. I nie ważne jak i gdzie to się odbywa. Jeśli nie będziesz rozsądny i uważny, bądź pewny że ktoś Cię oskubie, albo na Tobie zarobi. Zresztą tak było od zawsze:) To jeden z fundamentów handlu. Zmieniły się tylko warunki i środowisko.

Świadome zakupy

Według badań Eurobarometru sprzed 2 lat, mniej niż połowa europejskich konsumentów robiąc zakupy ma odpowiednią wiedzę i poczucie pewności co do towarów które nabywają. Czy to niepokoi? Owszem. Czy dziwi? Nie aż tak bardzo. Nie oszukujmy się, przy tak upchanym rynku coraz ciężej zostać świadomym konsumentem. Poza tym ładny opis, opakowanie czy zgrabna reklama potrafią zdziałać cuda 🙂 Do tego dorzućmy niską świadomością dotyczącą bezpieczeństwa w sieci, zupełny brak wyobraźni czy naiwność i katastrofa gotowa.

Żerowanie na emocjach

Przykładem który w ostatnim okresie aż nadto pokazuje jak łatwo, prosto i przyjemnie można wykorzystać ludzkie emocje przy zarabianiu pieniędzy jest na pewno Facebook. Zdjęcia maltretowanych zwierząt z prośbą o kliknięcie „Lubię to”, prośba o udostępnienie posta (1 udostępnienie=1$) o chorym dziecku, aby Facebook mógł sfinansować operację czy „rewelacyjne” konkursy w których za udostępnienie można otrzymać wartościową nagrodę. To tylko niektóre z praktyk mających na celu nabicie nas w butelkę. Jak się okazuje nie jest to wcale takie trudne. Wystarczy zagrać na naszych uczuciach, na ciekawości, litości czy chciwości. I to nic że większość z tych chwytów aż kipi tandetą, a spora część jest wręcz niezgodna z regulaminem Facebooka. Ważne że odnosi to zamierzony efekt.

Trafiłem niedawno na ciekawy artykuł w którym pewien człowiek postanowił podzielić się swoimi doświadczeniami z tworzenia tzw. „farm” fanów na Facebooku. Przedstawił konkretne dane, liczby i statystyki. Odpowiadał również na pytania czytelników. W bardzo prosty sposób pokazał, że na ludzkiej naiwności można zrobić całkiem niezłe pieniądze. Tworzył fanpage, umieszczał tam proste treści (zdjęcia, teksty filmy) i zachęcał do lubienia. Jak wspomniał:

„[…] im ostrzejszy i głupszy content tym automatycznie generuje więcej kliknięć[…]”

Potem przy kilkudziesięciu lub kilkuset tysiącach fanów mógł już robić co mu się podobało. Wystawianie na allegro, sprzedaż polubień, reklam. Mowa tu o pięciocyfrowym zarobku miesięcznie! 🙂 Artykuł możecie przeczytać tutaj. Szczerze polecam.

Takich osób czy firm, które trudnią się tylko i wyłącznie tworzeniem „farm” jest mnóstwo. Wystarczy zajrzeć na Allegro. Oferty na 100, 500 czy 1000 polubień. Obok reklama na fanpage’u który ma 500 tys. fanów. Tylko czy taki fan z farmy jest wartościowy dla mojego biznesu? Różnie z tym bywa.

Dołącz do farmy i wygraj „ajfona”

Dość głośno było też o pewnym konkursie kilka tygodni temu, w którym do „wygrania” był nowy iPhone 5. W poście napisano, że ze względu na brak folii, 500 sztuk tego cudeńka nie może pójść do sprzedaży. Dlatego fanpage ów postanowił rozlosować je wśród fanów, którzy udostępnią konkurs na swojej osi… Wiarygodne? Raczej nie. Nie wiadomo kto jest organizatorem, żadnego regulaminu, nic. No i kto normalny za darmo rozdaje pół tysiąca gadżetów warty ponad 2 tys zł każdy?:) Zadziałało? Oczywiście. W ciągu kilku godzin, post został udostępniony ponad 30 tys. razy. Widać to na załączonym obrazku.

Konkurs na iPhona

Szukanie odpowiedzi na pytanie dlaczego dajemy się na to nabrać, nie ma chyba sensu. Gdy do gry wchodzą emocje logika dostaje bęcki i zamykana jest w małym, ciasnym pudełku. A szkoda. Bo niewiedza, wcale nie jest błogosławieństwem. Niewiedza sprawia, że naszymi danymi handluje się bez naszej wiedzy. Nabijamy kieszenie cwaniakom a przy okazji, tak zwyczajnie, robimy z siebie idiotów. Dlatego polecam włączać świadomość. Zawsze.

Jakie jest wasze zdanie?


Mariusz Korzeniecki

O Autorze

Źródła

http://europa.eu/rapid/press-release_IP-11-455_pl.htm

http://www.przerwanareklame.pl

3 odpowiedzi do “Wygraj iPhona i zostań owcą.”

  1. Od razu wskazuję na to, że nie zamierzam nikogo obrazić (choć jeśli mi zależy, to robię to bez trudu). Chciałbym, by bez urazy autor tekstu przemyślał pewną kwestię.
    Czy ten tekst nie jest tendencyjny?
    Jak często można trafić w Necie na artykuł w taki właśnie sposób traktujący o zakupach? Wśród wszystkich artykułów o zakupach: bardzo często.
    A jak często autor takiego tekstu zada sobie trud rozważenia najbardziej podstawowej kwestii: czy rzeczywiście „żerowanie”, „naiwność”, „poczucie pewności”, „głupota” i podobne hasła oddają to, co jest prawdą?
    Przykład 1.: dlaczego wiele starszych osób MIMO WSZYSTKO nie zmieni np. operatora sieci komórkowej?
    A. Bo wierzą w ludzką uczciwość (tu pojawia się element naiwności, ale także dobrego przekonania, bo ludzie czasem bywają uczciwi).
    B. Bo są doceniani (są doceniani, często słyszą od Pani za ladą czy przez telefon, że to imponujące, iż od 11 lat są w jednej sieci, co się bardzo rzadko zdarza).
    C. Bo są zadowoleni z tego, co mają, a brak im czasu, odwagi i niekiedy umiejętności, by zmierzyć się z czymś tylko potencjalnie lepszym/tańszym.
    To chyba główne powody.

    Przykład 2.: dlaczego dobrą sprzedaż nazywacie różnymi pejoratywami, jak naciąganie, żerowanie itd.?
    A. Ja lubię być dobrze obsłużony. Jeśli sprzedawca nie chce mi sprzedać towaru, to ja nie mam obowiązku go kupić, ale jeżeli ktoś jest znakomitym sprzedawcą i skutecznie wykorzystuje na mnie swoje i cudze techniki, to jeżeli chcę lub mogę coś kupić, to kupię. Nagradzam dobrą sprzedaż, a przecież kupowanie jest i tak konieczne.
    B. Większość pieniędzy podczas zakupów wydajemy na coś, czego sensu logicznie nie zdołamy wyjaśnić. To nasze emocje decydują o tym, jak wykorzystamy WIĘKSZOŚĆ naszych pieniędzy na zakupach. Kolor, marka, taka a nie inna funkcja, sens, przeznaczenie… Nie zdołamy obronić się przed zarzutem, dlaczego kupiliśmy to, a nie coś innego. I dlatego się nie musimy bronić (choć często próbujemy i wymyślamy kolejne niedorzeczne czasami argumenty, by usprawiedliwić siebie w oczach cudzych i swoich).

    Dobra sprzedaż to usługa, jaką sprzedawca wykonuje na moją korzyść. To coś w rodzaju zalewu komplementów. Resztę dopowiadam ja godząc się z tym czy innym zdaniem. Nagrodą dla mnie jest moje dobre samopoczucie i towar, który w mojej głowie jest znacznie lepszy niż jest naprawdę, a dla handlowca są to pieniądze.

    Warto czasami przestać odtwarzać cudze schematy, a spojrzeć na sprzedaż w taki lub podobny sposób. Nie odkrywam Ameryki.

    1. Na wstępie dziękuję za obszerny komentarz. Nie czuję się obrażony:)

      Co więcej, w większości zgadzam się z tym co Pan napisał. W całym procesie sprzedażowym są zawsze dwie strony – Sprzedawca vs. Klient. Prawda jest taka, że jeśli na koniec obie strony są zadowolone to nieistotne jest jakimi pobudkami się one kierowały. Ważny jest efekt. To są fundamentalne zasady – sprzedawca, marketer korzysta ze swoich „sztuczek”, a klient bardzo często kupuje pod wpływem emocji. I tu nie chodzi o to aby kogoś piętnować. Takie są fakty.

      Odnosząc się do Pańskich przykładów to:

      1. Wygoda przyzwyczaja a dobre słowo łechce ego. To podstawowe, ludzkie cechy. I jeśli sprzedawca potrafi na nich grać to z pozyskaniem czy utrzymaniem klientów nie będzie miał nigdy problemów. Tyle tylko, że klient ma prawo przeczytać regulamin, może sprawdzić inne oferty, poradzić się znajomych, poczytać opinie. Inna sprawa, że najczęściej mu się nie chce. Dlatego musi się liczyć z tym, że może nieświadomie wpakować się w niekorzystną umowę, a koło nosa może mu przejść coś lepszego 🙂
      2. Akurat wyrażeniami tymi nie piętnowałem sprzedawców, a zwykłych naciągaczy internetowych którzy nie oferując niż w zamian (oprócz oczywiście czczych obietnic) wykorzystywali emocje i naiwność użytkowników by zdobyć jakąś korzyść (w tym przypadku like na fanpage, by potem go sprzedać). Takie procedery należy tępić, a ludzi uświadamiać.

      Swoim artykułem chciałem pokazać tylko w jaki sposób takie nadmierne zaufanie klienta (lub użytkownika Internetu) może zostać wykorzystane. Co się dzieje gdy wyłączamy naszą świadomość.

  2. Witam,
    ciekawy artykuł. Zgodzę się zarówno z artem, komentarzem MoRiA, jak i odpowiedzią autora na komentarz.
    Jasne, że nie chodzi o piętnowanie głupoty ludzkiej, czy sprzedawców. Chodzi o pokazywanie pewnych schematów, którymi posługują się internetowi naciągacze. Techniki sprzedażowe to jedno, a oszukiwanie – drugie. Nie ma sensu mieszać tych pojęć. Jeśli ktoś robi konkurs, w którym nagrody są fikcją i obietnicą bez pokrycia, to jest oszustem i naciągaczem. Taki artykuł może niektórym z nas otworzyć oczy na pewne sprawy. Mniej świadomi zagrożeń internauci będą wdzięczni autorowi.
    Paweł

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *